
Noam to gość powszechnie znany, mocno kontrowersyjny do tego (jak większość powszechnie znanych ludzi, bo cóż daje większą popularność aniżeli odrobina kontrowersji?). Z racji tychże cech nie mogłem przejść obok niego obojętnie, w końcu to podobno obok R. Dawkinsa i U. Eco najpopularniejszy intelektualista naszych czasów, a i cytowany jest najczęściej z żyjących obecnie wykształciuchów. Jakże przegapić taką personę?
Moja przygoda z Noamem zaczęła się od potężnego uderzenia jakim był “Rok 501 – podbój trwa”, książka wściekła jak pomiot Lucyfera, jeszcze pali mą duszę. Później były liczne luźne eseje poruszające te i owe bolączki ludzkiej rasy i “Distorted Morality”, czyli wykład Chomsky’ego na temat zwichrowanej moralności przywódców USA. Właściwie sięgałem tylko do jego prac związanych z polityką, póki co nie sięgałem po lingwistykę, na której polu jest podobno autorytetem niekwestionowanym (niemal, ostatnio przedzierając się przez książkę słynnego R. Leakeya “Pochodzenie człowieka” natrafiłem na twierdzenia autora, że Noam jest na polu lingwistyki zwyczajnie zacofany, zainteresowanych odsyłam do tejże lektury, przy okazji dowiecie się czegoś o australopitekach
.
Muszę powiedzieć, że lektura jego przemyśleń robi piorunujące wrażenie, choć nie da się powiedzieć, że napotkać można na kilka “zgrzytów”. Najlepiej unaocznił je F. Wheen w książce “Jak brednie podbiły świat” wydanej w ramach świetnej serii Spectrum, do której lektury serdecznie zapraszam. Nie da się nie zgodzić z twierdzeniem jakoby Noam nie grzeszył obiektywizmem, zwłaszcza jeżeli chodzi o obronę reżimów komunistycznych takich jak Czerwoni Khmerzy czy ZSRR. Krytyka USA czasem też wydaje się mocno jednostronna i przesadzona, zwłaszcza w porównaniu z idealizowaniem strony przeciwnej. Choć z drugiej strony chwała światu za człowieka, który potrafi w tak ostry i bezkompromisowy sposób obnażać obłudę Wujka Sama i jego kolegów, do tego popierając większość swych wynurzeń masą sensownych i autentycznych argumentów.
Mój stosunek do Chomsky’ego jest w ostatecznym rozrachunku bardziej za, aniżeli przeciw, jednocześnie gorąco polecam wszystkim jego twórczość, choć dobrze czasem schłodzić ją czymś “wypośrodkowanym”, aby nie popadać w skrajności, tak dzisiaj nagminne. Taką właśnie skrajnością moim zdaniem jest gigantyczny kult jego osoby, skomercjalizowany rzecz jasna (jakżeby nie)…
http://www.cafepress.com/noamtheman
Pod linkiem powyższym możemy kupić sobie koszulkę, czapeczkę, a nawet kubek popierający Noama, czymkolwiek by nie błysnął. Aaaa, są jeszcze kalendarze, plakaty, bluzy, tornistry, naszywki i kupa, kupa innych fajnych przyborów w sam raz do niezbędnika młodego buntownika, który bojkotuje Coca Colę (bo przecież sponsoruje Olimpiadę w Pekinie!), a jednocześnie nosi sobie w najlepsze arafatki z Państwa środka.
sarpedon
Nie ma jeszcze komentarzy
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
