O takim jednym, co udawał Greka

Jedna z kilkudziesięciu (nie sposób policzyć – 30, może 40 ich było) płyt Mistrza. Odkryłem niedawno i do dzisiaj nie mogę rozgryźć cóż mnie tak w niej urzekło, że jest jedną z częściej goszczących w moim sprzęcie muzycznym. Niby takie proste, niewyróżniające się melancholijno – renesansowe brzmienia, których inspiracją było życie malarza, który z jakichś mi bliżej nieznanych powodów zwał się El Greco (pewnie Grek!). Lubię tą płytę, choć nie można jej w żaden sposób mierzyć z genialnym “Blade Runnerem” czy choćby “Conquest of Paradise”.

Tak czy inaczej muzyka bardzo fajna, ale pewnie tylko dla melomanów mojego pokroju. Bo ja jestem melomanem, jakby ktoś nie wiedział!

sarpedon

Nie ma jeszcze komentarzy

Brak komentarzy.

Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack

Dodaj komentarz