Dnia dzisiejszego straszna przygoda zaatakowała mnie niczym jakiś Straszny Potwór Atakujący Znienacka.
Co mnie zaatakowało? Głód! Głód mym wrogiem jest! I zostanie nim po wsze czasy. W związku z tym potwornym uczuciem (które, co istotne dopadło mnie z dala od domu), postanowiłem udać się do jakiejś jadłodajni. No ale jakże to? Jeść samemu? Niepodobna. Przepełniony miłością własną i egocentryzmem wysłałem krótką wiadomość tekstową, mającą na celu przysporzenie mi towarzyszy ucztowania.
Niestety. Wiadomość nie doczekała się odezwu na jaki liczyłem. Znaczy to mniej więcej tyle, że jeść poszedłem sam.
Teraz czas na przejście od sedna sprawy.
POSIŁKI TRZEBA CELEBROWAĆ DO KURWY NĘDZY!
Powtarzam to od jakiegoś czasu, choć nie zawsze na głos. A jednoosobowe celebracje są jakieś takie bez wyrazu, napisane zostało w Księdze „albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich”. A gdzie siedmiu w jednym ciele gromadzi się by celebrować cheeseburgera, tam nie ma Pana. Jest tam natomiast pustka, smutek i ogólna chujoza.
I chujoza faktycznie była, zamówiłem sobie pokarm, siadłem sobie przy stoliku a obok mnie grupa. I jak tu siedzieć? Nie da rady. Grupa trajkocze, nie można się odezwać do nikogo oprócz siebie, no i trzeba słuchać tych ludzi, jak mówią w tym swoim śmiesznym ludzkim języku, o tych swoich śmiesznych ludzkich sprawach… No i w ten sposób w sferę Sacrum (jedzenie poza domem), wkradło się Profanum (samotne). Smutne doświadczenie.
A z bajki tej ma zostać wam drogie dzieci jedno:
POSIŁKI TRZEBA CELEBROWAĆ!
Nie ma jeszcze komentarzy
Brak komentarzy.
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz
